2008-06-10, 09:29

Hirek Wrona POLECA Jill Scott "The Real Thing: Words
and Sounds, Vol. 3"

Możemy mówić o wielkim szczęściu - nie dość, że Jill Scott - jedna z największych współczesnych wokalistek i autorek tekstów z kręgu czarnej muzyki już 9 lipca pojawi się z koncertem w Warszawie, to dodatkowo właśnie światło dzienne na polskim rynku ujrzał najnowszy krążek tej wokalistki.

 
Płyta u nas mocno spóźniona, bo premierę w Stanach Zjednoczonych miała pod koniec sierpnia 2007 roku. Lepiej późno, niż wcale. Ci, którzy do tej pory nie skusili się na import zza oceanu, powinni niezwłocznie nadrobić zaległości i zaopatrzyć się w ostatni album Jill Scott. Na "The Real Thing: Words and Sounds, Vol. 3" nie ma może dźwiękowej rewolucji, ale jest pełno znakomitej muzyki, której chce się słuchać po wielokroć. Z całą pewnością jest to zasługa fenomenalnego, satynowego głosu głównej bohaterki dzieła, który potrafi kruszyć najtwardsze serca. Scott jest doskonałą poetką, a do tego znakomicie frazuje i cechuje się najwyższą kulturą wokalną. Doskonale balansuje pomiędzy liryzmem i tzw. "attitude", chociaż na jej ostatnim wydawnictwie więcej jest piosenek spokojnych. Kiedy potrzeba, artystka wie, jak mocno przyłożyć. Singlowe "Hate on Me" to niemal wykrzyczany funkowy hymn z porywającą partią sekcji dętej. Przez większość czasu Scott pozostaje w okowach słodkiej, ale nie przesłodzonej romantyki, nawiązując do stylistyki "quiet storm" z lat 70. Posiłkuje się przy tym dopracowaną produkcją, w której pobrzmiewają super czyste wstawki na wibrafonie i pianinie wurlitzer. Nie mniej wokalistka nie zanurza się na dobre w czasach przeszłych, ale raczej swobodnie bawi się bogactwem czarnej muzyki, pozostając wierną nowemu filadelfijskiemu soulowi, którego jest jedną z twórczyń. Daje również do zrozumienia, że bardzo bliski jest jej hip-hop - zamykające album "Breathe" to wycieczka w stronę bardziej alternatywnych brzmień, która równie dobrze mogłaby znaleźć się na ostatnim albumie Eryki Badu. Jednocześnie dotyka jazzu ("Come See Me") i wykazuje się sporym poczuciem humoru w autoironicznym "Celibacy Blues". Być może nie znajdziemy tutaj przeboju na miarę "Golden" z poprzedniej płyty czy "A Long Walk" z krążka debiutanckiego, ale nie umniejsza to wartości najnowszej propozycji Jill Scott, która jest bardziej stonowana od swoich poprzedniczek.

 
Można się domyślać, że przy okazji "The Real Thing: Words and Sounds, Vol. 3" artystka chciała skupić się bardziej na kreowaniu zmysłowego nastroju, a w jej życiu królował spokój. Szkoda, że w związku z tym poskromiła nieco swój potężny głos, tak doskonale brzmiący w emocjonalnych, skomplikowanych jazzowych aranżacjach, których tutaj nieco zabrakło. Mimo to nikt nie potrafi tak pięknie i subtelnie wołać o miłość, jak Jill Scott w "Wanna Be Loved".

 
Hirek Wrona

.

Do kolekcji

Komentarze

  • Brak komentarzy

Empikultura

  • 2008-04-18, 15:55
    Jill Scott zaśpiewa w Polsce
    Jill Scott, jedna z największych gwiazd muzyki neo soul obok Erykah Badu i Angie Stone, zaśpiewa 9. lipca w warszwskiej Sali Kongresowej. Będzie to pierwszy i jedyny występ amerykańskiej poetki i wokalistki w naszym kraju. Więcej