2008-10-13, 10:35
Ewa Białołęcka POLECA: Terry Pratchett "Piekło
pocztowe"
Moist Lipwig nigdy nie splamił się napadem z bronią w ręku, nigdy nawet nikogo nie uderzył, kradł zawsze w sposób cichy, elegancki i bez przemocy, dlaczego więc grozi mu szubienica? To po prostu straszliwa niesprawiedliwość! Poza tym pan Lipwig to „urodzony przestępca, oszust z powołania, notoryczny kłamca, przewrotny geniusz i człowiek absolutnie niegodny zaufania” – czyli według lorda Vetinariego najodpowiedniejszy człowiek do podniesienia z ruin głównego urzędu pocztowego Ankh-Morpork, który upadł w wyniku fatalnych działań Bezdennie Głupiego Johnsona i tajemniczej liczby Pi. „Piekło pocztowe” przez dyskologów (czyli specjalistów od cyklu Świat Dysku) zaliczane jest do tzw. serii biznesowej, w której mamy okazję zajrzeć np. za kulisy świata rozrywki – jak w „Ruchomych obrazkach”; albo dziennikarstwa w „Prawdzie”. Świat wykreowany przez Pratchetta jest niezwykle barwny, chwilami groteskowy, zabawny i trochę przerażający, a zarazem bardzo nam bliski, jakby był odbiciem naszego świata w krzywym zwierciadle. Mordercza intryga w wyższych sferach biznesu sekarowego – śledząc ją, na końcu języka mamy takie słowa jak Microsoft, Apple, Bill Gates. Młodzi ludzie bez opamiętania walący w klawisze, pociągający dźwignie i naciskający pedały na wieżach sekarowych, mówiący dziwnym slangiem – informatycy, krakerzy, kody… pojawia się nawet sekarowy odpowiednik wirusa! A obok tego przedziwnego odpowiednika Internetu, działającego na kółka zębate i przekładnie, powstaje z popiołów tradycyjna poczta, by jak dawniej przenosić listy „zapieczętowane pocałunkiem”. Starzy listonosze-weterani, zmoczeni tysiącem deszczy, pogryzieni przez dziesiątki psów, którzy tracili zęby na stromych schodach ankh-morporkskich adresatów, znów stają mężnie w szeregu doręczycieli. Lektura dla czytelników inteligentnych i z poczuciem humoru.
Ewa Białołęcka
.
-
Brak komentarzy
-






Strona główna








Regulamin




